Morawski lodowiec, czyli pożegnanie zimy (w Czechach).

Pradziad jest nazywany „morawskim lodowcem”, a to nie bez powodu, bo trochę analogii do ośrodków „lodowcowych” można tu znaleźć. Sama góra Praděd to najwyższy szczyt w Jesenikach, w których znajdziemy kilka lubianych przez narciarzy miejsc (np. Kouty nad Desnou, Ramzová czy Červenohorské sedlo).


Pierwsze podobieństwo Pradziada do lodowca można znaleźć już przy wjeździe – wjazd na wąską drogę prowadzącą do ośrodka jest płatny i kosztuje ok.70zł, czyli mniej więcej tyle, co opłata za dojazd do lodowca Rettenbach w Soelden. Na szczęście można też porzucić samochód na parkingu i wjechać autobusem, co w sumie wyniesie niecałe 20zł.

Sam ośrodek jest – i to jest ciekawostka – najwyżej położonym ośrodkiem narciarskim w Czechach, na pohybel dumnym, karkonoskim resortom. Składa się głównie z kilku równoległych tras o długości 500-800m, ale o bardzo przyjemnym nachyleniu. W znacznej części znajdują się one ponad linią drzew, co sprawia, że są szerokie, słoneczne i faktycznie mają lekko „lodowcowy” smaczek.

Infrastruktura trąci myszką – mamy tu karnety na gumce, drewniane budki i powolne wyciągi talerzykowe oraz orczykowe, zawieszone na obdrapanych słupach. Cała stacja jest jednak bardzo kameralna i urocza, a ze stoków rozpościera się piękny widok na szczyt Praděd z wieżą telewizyjną.

Miejsce to jest bardzo popularne wśród narciarzy biegowych, a spacerowicze mogą sobie wejść na sam Praděd i na znajdujący się tam taras widokowy. W przeszłości stało tam schronisko i kamienna wieża widokowa (nosząca przez jakiś czas imię Adofa Hitlera). Pod koniec lat 50-tych wieża sobie runęła, a wtedy Czesi wybudowali nadajnik, zaś Niemcy replikę wieży (znajduje się niedaleko Hof w północnej Bawarii).

Ośrodek bazuje wyłącznie na naturalnym śniegu – ze względów środowiskowych nie ma tu instalacji naśnieżających ani planów większej rozbudowy wyciągów. Mimo to sezon trwa tu bardzo długo i tradycją stało się kończenie go w majówkę.