Francuska miłość, czyli początek końca.

Na narty do Francji pojechałem po raz pierwszy i choć było to latem, to pod względem walorów narciarskich obydwa ośrodki od razu skradły moje serce. Początek letniego narciarskiego sezonu na francuskich lodowcach był jednak w 2022 roku początkiem jego końca, a to ze względu na wyjątkowo suchą zimę i wiosnę…

Ośrodki w Val d’Isére, Tignes i Les 2 Alpes są przykładem na to, jak zmiany klimatyczne wpływają na ich funkcjonowanie. Wszystkie od lat oferowały możliwość jeżdżenia na nartach latem. Ten pierwszy jednak w tym roku nie otworzył stoków po raz pierwszy od 1958 r. Drugi był kiedyś ośrodkiem całorocznym, a teraz skrócił sezon letni do 6 tygodni, ogłaszając jednak, że w 2022 r. może być on jeszcze krótszy, ze względu na suchą i ciepłą wiosnę… W efekcie stoki zamknięto 11 lipca. Les 2 Alpes działał tydzień dłużej, choć sezon letni zaplanowano do 31 sierpnia.
Pierwszym miejscem, jakie odwiedziłem, było Les 2 Alpes. Od końcówki maja można pojeździć tam na ok. 20 km nartostrad. Część z nich jest co prawda zarezerwowana na treningi, ale sporo zostaje jeszcze dla rekreacyjnych narciarzy.
 

 
Ośrodek co roku publikuje mapkę tras czynnych latem. W bieżącym sezonie, mimo dość suchej zimy i wiosny, udało się uruchomić nie tylko trasy leżące powyżej górnej stacji gondoli, ale także długi zjazd do położonej nieco niżej „kanapy”. Mała liczba narciarzy – amatorów sprawia, że latem jeździ się najczęściej po niemal pustych trasach.
Zawodnicy z klubów i reprezentacji ruszają na stoki już około 6.00 rano, a dla wszystkich wyciągi są dostępne między 8.00 a 12.30.
 






 
Dojazd z miasteczka na lodowiec zajmuje około pół godziny, a przed drogą powrotną do gondoli tworzy się spora kolejka. Można jednak wykorzystać ten czas chillując na tarasie i podziwiając widoki – także na widoczny stąd masyw Mont Blanc. Piękne widoki oferuje także zlokalizowana na wysokości 3400 m.n.p.m. platforma widokowa.
 

 
Popołudnie można wykorzystać na wędrówki po otaczających miasteczko szlakach – jeden z nich prowadzi nad wąwóz Combe Hochue, znad którego rozpościera się niesamowity widok.
 

 
A tak prezentują się letnie trasy w L2A w obiektywie kamerki:
 

***

 
Drugi ośrodek, który planowałem odwiedzić – Val d’Isére – był już zamknięty, a do uruchomienia wyciągów na lodowcu Grande Motte pozostawały 2 dni. W oczekiwaniu na otwarcie lodowca i w związku z tym, że wszystko w Tignes było jeszcze zamknięte i nie można było nawet pożyczyć roweru, nie pozostało mi nic innego niż snuć się po szlakach na piechotę. Tignes akurat leży dość wysoko, więc po wyruszeniu w trasę nie musimy najpierw wspinać się stromym szlakiem przez gęsty las, tylko od razu możemy cieszyć się pięknymi widokami.
 





 
Na szlakach ludzi praktycznie nie ma, jest za to mnóstwo świstaków, które na ogół uciekają w popłochu, ale z jednym osobnikiem udało mi się poznać bliżej.
 


 
Gdzieniegdzie topnieją jeszcze resztki śniegu, czasami o mocno różowej barwie, czego przyczyną są prawdopodobnie algi.
 

 
Alpejskie zbocza i narciarskie stoki o tej porze roku zamieniają się w prawdziwe łąki kwietne, co jest miłą przyprawą dla wspaniałej uczty, jaką naszym oczom serwują Alpy. Podczas pojedynczej wycieczki naliczyłem około 30 różnych kwiatów, które skrupulatnie sfotografowałem, a dzięki poleconej przez znajomego apce przeprowadziłem identyfikację poszczególnych okazów. Są tu kwiaty typowo górskie, jak i zwykły mniszek, który na wysokości ponad 2000 m.n.p.m. radzi sobie równie dobrze, co w pękniętym asfalcie. Roślina ta jest bez wątpienia zwieńczeniem ewolucji w świecie flory.
 

 


 
Wycieczkę zwieńczyłem na wysokości 2707 m.n.p.m., gdzie przy wąskiej ścieżce leżącej na stromym zboczu poza głównym szlakiem, znalazłem, małą, samotnie rosnącą szarotkę alpejską, symbol tych gór.
 


 
Otwarcie sezonu letniego w Tignes przebiegło zgodnie z planem i 18 czerwca zameldowałem się na stokach lodowca Grande Motte. W przeciwieństwie do Les 2 Alpes, ośrodek w Tignes jest dostępny już od 6.45, a jeździć możemy do 12.30. Na lodowiec zabiera nas szybka, podziemna kolejka, zatem mamy sporo czasu na szusowanie. Stoków jest całkiem sporo (ok 20 km) i o różnym poziomie trudności.
 












 
Są tu i orczyki, i 4-osobowa kanapa, i nowoczesna kolej linowa, która zabiera nas do górnej stacji, położnej na łatwej do zapamiętania wysokości 3456 m.n.p.m. Jej dodatkową atrakcją jest taras widokowy na dachu wagonika kolejki, jednak podczas mojego pobytu był on nieczynny.
 

 
Drugą różnicą w stosunku do odwiedzonego kilka dni wcześniej Les 2 Alpes jest mniejsza liczba trenujących tu klubów i reprezentacji, dzięki czemu właściwie wszystkie stoki są do naszej dyspozycji. Minusem Tignes, mimo pięknego położenia, jest fakt, że połowa czerwca jest tam jeszcze sezonem turystycznie martwym i wraz z otwarciem lodowca sklepy, restauracje czy wypożyczalnie sprzętu dopiero budzą się do życia.
A tu przegląd tamtejszych tras: